Zajrzeliśmy do niedostępnego tunelu III Rzeszy. Na zwałowisku m.in. nagrobki
Legenda o niedostępnym, poniemieckim tunelu na Dolnym Śląsku okazała się prawdziwa. Obraz z kamery endoskopowej potwierdził relacje najstarszych mieszkańców Kamiennej Góry: za zasypem znajduje się dalszy ciąg tunelu. Na miejscu znaleźliśmy pozostałości poniemieckich nagrobków.
Streszczenie artykułu (AI)
Zespół badaczy bada podziemne tunele fabryki Arado w Kamiennej Górze, Polska, w poszukiwaniu ukrytego tunelu, który może zostać zbudowany podczas II wojny światowej. Używają kamery endoskopowej do przeglądu tunelu i odkrywają ukryty pokój z dużą, zardzewiałą rurą. Zespół uważa, że tunel może być używany jako schronienie dla pracowników podczas wojny i że może być połączony z pobliską fabryką Grunfelda. Odkrywają również fragmenty starych nagrobków ewangelickich i spekulują o możliwym przeznaczeniu tunelu. Zespół planuje kontynuować badania i dalej eksplorować tunel, potencjalnie odkrywając więcej sekretów i odkrywając prawdę o historii tunelu.
Treść linkowanego artykułu
że są dwa poziomy, na pewno. A niektóre są zasypywane tylko po to,
żeby dalej nie penetrować. Tu mamy przerwę, jest zawał 8-9 metrowy. Skąd te fragmenty nagrobków,
które tu widzimy? To jest miejsce, które nie
jest bezpieczne. Widać tunel. Ty, no, jest faktycznie. Jest tunel. Niesamowite. Widzimy cegłę po lewej. Ściana ceglana. Co to jest? O co tu chodzi? Czy w podziemiach Arado w Kamiennej
Górze znajduje się zasypana od czasów II wojny światowej
tajemnicza sztolnia? Właśnie otrzymaliśmy oficjalną
zgodę Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków na badania nieinwazyjne,
a to oznacza jedno. Wreszcie możemy zacząć poszukiwania. Dzisiaj przystępujemy do pierwszego
etapu prac inspekcyjnych. Pokażemy Wam dokładną lokalizację i zrobimy inspekcję za pomocą
kamery endoskopowej. Wstępnie potwierdzimy lub wykluczymy
istnienie zasypanego tunelu. Czas ujawnić to miejsce. Mowa oczywiście o podziemiach
Arado w Kamiennej Górze. Doskonale znanym Wam obiekcie, gdzie
bardzo często możecie mnie spotkać. To jedna z najbardziej fascynujących atrakcji
turystycznych Dolnego Śląska. I ma ona naprawdę wiele swoich tajemnic. Dzisiaj jedną z nich wspólnie z
Wami postaramy się odkryć. Zapnijcie pasy i zaczynamy kolejną
historyczną wyprawę. Chcemy utrwalić jak najwięcej wspomnień
świadków historii XX wieku. Jeśli znasz kogoś, kogo relacje powinniśmy
zachować dla przyszłych pokoleń, skontaktuj się z nami. Historyhikingmałpa.krkfilm.com Jeśli chcesz wesprzeć naszą misję, subskrybuj
nas na platformie Hero Hero, co pomoże nam opłacić produkcję. Link w opisie pod filmem. Tu są całe podziemiarado. Jest wejście do obiektu. Idziemy cały czas prosto. Schodzimy tutaj. Tutaj jest ten tunel, gdzie mamy
obudowane betonowe ściany. Idziemy. Schodami idziemy w dół. Idziemy w lewo. Jest krata, gdzie nie mogą
wchodzić turyści. Tu jest dokładnie. Tu jest ten zalany tunel. Tu mamy przerwę. Jest zawał 8-9 metrowy, który w przyszłości
mamy nadzieję odkopać. I tu jest kolejny tunel, który jest
na tej inwentaryzacji. I tu jest wejście do Grunfelda. A legendy mówią, że jest coś
jeszcze w prawo. Mamy 20 metrówkę. Mam nadzieję, że ona wystarczy. W ogóle to jest bardzo ciekawy sprzęt. Ona moim zdaniem powinna
wystarczyć, bo ja sobie tak nawet badałem wstępnie
to zawalizko. Rozmawiałem z ludźmi, którzy znają
się na tym bardziej. Sam zawał to jest długość
około 8-9 metrów. Natomiast ta rura może być dłuższa. Problemem jest to, że rura w środku
jest pordzewiała. I teraz musimy wypracować sobie jakiś system, żeby po prostu przez
tą rdzę się przebić. No bo to nie będzie prosty
proces, żeby ta kamera endoskopowa gładko
przeszła przez rurę. Kamera ma oświetlenie. Kamera bardzo dobrej jakości. Mam nadzieję, że uda nam się zrobić naprawdę
dobre zdjęcia, które potem pokażemy konserwatorowi zabytków, a
także naszym widzom. No i co? Są takie nakładki, które miałyby w
sytuacji, gdyby ta rura była cieńsza na końcu, pozwalają poruszać się
tej kamerze w środku. Natomiast tego prawdopodobnie
nie użyjemy. No jeśli ta rura ma średnicę, ilu
tam mówiłeś? 29-28 cm około. To prawdopodobnie będziemy musieli zrobić
taki pływak ze styropianą, do którego przymocujemy kamerę, tak żeby ona
się unosiła na wodzie. No bo jeśli tam jest faktycznie
lustro wody do samego końca tej rury, no to może nam się
uda po prostu tam dopłynąć. Tak naprawdę do dzisiaj przeznaczenie
pod ziemi Arado w Kamiennej Górze nie
jest w pełni jasne. Najbardziej prawdopodobne jest to, że mamy
do czynienia z nigdy niewykończonym przez Niemców schronem przeciwlotniczym
dla pracowników biura konstrukcyjnego właśnie firmy
Arado Flukcegwerke. Przez lata narastały jednak liczne teorie
o podziemnej fabryce, magazynach broni, amunicji czy wreszcie o
ukrytych skarbach. I legendy te mocno pobudzały i pobudzają
wyobraźnię ludności, także mieszkańców. Pod ziemiami Kamiennej Góry zainteresowały
się również w pewnym momencie historii komunistyczne władze i państwowe
instytucje poszukiwawcze. Już trzy lata po zakończeniu II
wojny światowej do miasta przyjechał inspektor przedsiębiorstwa
poszukiwań terenowych. Zorganizowano konferencję z udziałem ówczesnego
burmistrza oraz komendanta milicji obywatelskiej, na której omawiano sprawę
drążonych przez Niemców sztolni. Wniosek ze spotkania był jasny. Podziemne hale
nie zostały skończone, a burmistrz i komendant MO znali ich historię jedynie z
relacji osób, które wchodziły do środka. Według powojennych relacji część wejść do podziemi miała być wysadzana
lub zasypywana. Między innymi z obawy przed
wykorzystaniem je przez pohitlerowskie niemieckie
podziemie. Chodziło o to, by uniemożliwić
potencjalne magazynowanie broni, amunicji czy poruszanie się
członkom tzw. Werwolfu. Te historie, choć bywają szalone,
one mają swoje potwierdzenie w opowieściach chociażby
pana Czesława Zabiegło. Jego ojciec, Ludwik, jeden z pierwszych milicjantów
w Kamiennej Górze, sam wrzucał granat do podziemi w obawie przed
działalnością Werwolfu. Być może zresztą do podziemi
powiązanych z miejscem, gdzie będziemy prowadzić
nasze poszukiwania. Główne wejście do w zasadzie miejsca mojego
zamieszkania od kilkunastu już lat. Jestem tutaj codziennie,
zresztą wielu z Was przyjeżdża do podziemi Arado
i zbija piąteczki. Dzieje się to coraz częściej, jest mi niezmiernie
zawsze z tego powodu miło. A same podziemia, sam schron
przeciwlotniczy, bo tak to trzeba nazywać, ma jeszcze naprawdę
wiele, wiele, wiele tajemnic. No właśnie, tyle lat spędziłeś
w tym miejscu, Maciek. Jak to jest możliwe, że przez te wszystkie
lata nie pomyślałeś o tym, nie kusiło Cię, żeby w jakiś sposób
sprawdzić, co jest po drugiej stronie tego zawału
w tej sztolni? Zawsze nas kusiło w jakimś tam stopniu, żeby
to sprawdzić, bo my mówimy o miejscu, które najprawdopodobniej łączyło się bezpośrednio z XIX-wiecznymi
zakładami Grunfelda. Więc z miejscem, gdzie w czasie II wojny światowej znajdowały się te biura
konstrukcyjne Arado. Natomiast sama atrakcja turystyczna, tak,
to jest właśnie niedokończony schron przeciwlotniczy dla pracowników
tej firmy. Zagadką pozostaje, no właśnie, czy
mówimy o tym połączeniu bezpośrednim, jako o jedynym połączeniu
za zasypanym tunelem? Czy gdzieś to jeszcze idzie? Bo każdy z przewodników Arado, ja również,
spotykamy się bardzo często z czasami odjechanymi teoriami mówiącymi, no
nawet przed chwilą, tak? Tak. Siedzieliśmy na zewnątrz i pan przyszedł,
ten tunel to do Krzeszowa prowadzi. Tak, tak, tak, tak. Więc generalnie, dopóki się czegoś nie zweryfikuje,
nawet jeśli czegoś nie ma na oficjalnych inwentaryzacjach, mapach, to
nie znaczy, że czegoś, że tego nie ma. No przypomnij sobie poszukiwania w Kamiennej
Górze, które organizowaliśmy i przecież tego tunelu, którego szukaliśmy,
jego nie było nigdzie na mapie, tak? A jednak urządzenia inwazyjne coś pokazały,
co prawda tunelu nie było, no ale dopóki ostatecznie nie wbije się łopaty,
nie zweryfikuje się, nie ściągnie się, i nie pachowców, no to wciąż sobie
można o tym dywagować. No mam nadzieję, że dzisiaj dzięki tej
kamerze endoskopowej zobaczymy, czy faktycznie zazawałem jest tunel,
to po pierwsze. Być może ustalimy w ogóle wstępnie,
tak wizualnie tylko, tak? Nie konkretnie, ale ustalimy
wizualnie sobie, jaka on mniej więcej jest długości,
szerokości. Wiem, że góra jest pocięta, w sensie,
że są dwa poziomy, na pewno. Ulica Słowackiego jest wysoko, gdzie jest wejście? Tam były dwa wejścia
dla Słowackiego. Pierwsze od ulicy Słowackiego,
a drugie jest stadion. Stadion jest obniżony o kilka
metrów, też wchodzili. Na samej ulicy Słowackiego, proszę sobie wyobrazić, po wojnie tam była
taka mała poczta. I za tą małą poczczą było wejście, wjazd. Zasypali to w latach chyba 40-tych
czy 50-tych, ten wjazd. Ale dalej tam, gdzie są
garaże, już bliżej ulicy Siąskiej, to do dzisiaj
jest wejście. Tam śmieci ludzie wynosili. A dzisiaj ktoś ma tam garaż. Także te dwa wejścia tam już świadczą,
że były z tamtej strony wejścia. I wejście z Lubawskiej świadczy o tym,
że gdzieś tam można przejść. Myśmy kiedyś przebadali georadarem,
bardzo wiele lat temu, i okazało się, że z Lubawskiej jest rzeczywiście
przejście przez całą górę, pokazuje na Słowackiego. Czy jest to pewne przejście? To jest 100%, bo ludzie przechodzili. Przechodzili. Młody człowiek w latach 50-tych, czy w 40-tym
którymś roku, dokładnie nie pamiętał, opowiadał mi, że poszli za
różnymi oficerami. I oni wyszli tutaj na Lubawskiej i
wyszli z nimi na Słowackiego. Naprawdę jest miasto, jakby kret porył. Dosłownie. Gdzie się nie obrócisz, to coś było. I teraz to się gdzieś zawali. To mówią, a to było. Mnie przyprowadził gość, który już
nie żyje, do Ringla, do hali. I mówi, w 53 roku zawaliło nam
się w hali produkcyjnej, zawalił nam się w kącie, podłoga
nam się zawaliła. I co mówię? I był tunel. No i zaraz, wiadomo, zamknęli, na drugi dzień
już nie było, zasypali te miejsce. I one są niektóre pozosypywane. A niektóre są zasypywane tylko po to,
żeby dalej nie penetrować. Niektórzy uważają, że pod ziemi pod
górą parkową jest więcej. I że tak naprawdę można było przemieszczać
się pod całym górotworem. Niektórzy twierdzą, że za zawałem, gdzie
wpuszczamy dzisiaj kamerę endoskopową, tunel rozchodzi się w prawo i prowadzi
właśnie głąb góry parkowej. A więc nie prowadzi tylko i wyłącznie pod
XIX-wieczne zakłady Grunfelda. Ale takie wyrobisko, taki korytarz
nieskończony, zawalony, istnieje. I widzicie go teraz przed sobą. Jest to odnoga prowadząca w prawo,
która nie została skończona. Czy jeśli przebijemy się na drugą stronę,
jeśli pokonamy tą stertę gruzu, to po prawej bądź lewej stronie korytarza
zobaczymy właśnie takie odnogi? Na tę chwilę odpowiedzi nie mamy. Zdarza się bardzo dużo takich przypadków. Ja nawet miałam na trasie nieraz osoby,
które przychodziły, opowiadały o tym, że kiedy były mniejsze, biegały tutaj, chodziły na wagary, gubiły się
w tych podziemiach. Słyszałam dużo różnych historii odnośnie
nawet tych naszych podziemi, na przykład, że przecinają
całą górę parkową. Kraty rozumiem, że tu turystów nie
wpuszczacie w to miejsce. Nie dlatego, że tunel jest
jak widzisz zalany. Poza tym jest to miejsce, które nie
jest w 100% bezpieczne, ponieważ nie jest zabezpieczone tak jak
reszta atrakcji turystycznej. Natomiast jest to, jeśli chodzi o historię,
no najważniejszy moim zdaniem, najważniejszy korytarz w skali
całej atrakcji. Dlaczego? Dlatego, że strop, ściany po bokach, te obetonowane,
ściany boczne, strop betonowy, to są oryginalne fragmenty. Gdyby podziemia Arado, gdyby ten schron przeciwlotniczy
został skończony w 100%, to najprawdopodobniej wyglądałby jak ten mały fragment, który turyści
widzą za kratami. Czyli byłby obetonowany,
byłby przystosowany do tego, żeby ktoś mógłby tu
znaleźć schronienie na czas ewentualnych ataków z powietrza. I ten tunel na prawie 100%, bo nigdy
na 100% mówić nie można, łączył się właśnie bezpośrednio
z zakładami Grunfelda, czyli z miejscem tych biur
konstrukcyjnych Arado. Gdyby doszło do jakichś działań wojennych,
front by się przesunął, doszło by do jakichś alianckich nalotów
na terenie Kamiennej Góry. Takich nigdy nie było, ale gdyby były,
no to właśnie pracownicy arado, którzy nie do końca dzisiaj wiemy jakie
konkretnie prace wykonywali, oni mieliby się w tych podziemiach schronić,
albo tymi tunelami się ewakuować. Mieszkańcy starsi Kamiennej Góry, nie
wszyscy, ale jest ich paru, uważają, że tych podziemi może być w ogóle,
wiesz, nawet kilkanaście kilometrów, więc jest to świetny plan ewakuacyjny. Niektóre tunele mogą wychodzić na okoliczne wsie, więc tych legend
jest bardzo dużo, no i dzisiaj sprawdzimy. A tak serio, to prawdziwy wehikuł czasu. Uważajcie tylko na ten murek, który został
stworzony przez nas w ogóle. To też jest ciekawe, że tej wody zbierało
się tyle, że my w zasadzie, kiedy powstawała atrakcja turystyczna, to
musieliśmy stworzyć coś takiego, bo woda podchodziła pod nogi turystów. Jej się tutaj zbierało dużo. Zresztą rura, do której wprowadzimy
kamerę endoskopową, no to jest właśnie taki system
odwodnienia, tak, żeby ta po prostu woda
się nie zbierała. I dlaczego mówię, że to jest
wehikuł czasu? Ściany boczne, betonowe są oryginalne
z czasów wojny. Ja nie jestem Grzegorzem Kowalem, nie znam
się na prefabrykatach i na betonie, tak jak on, ale moim zdaniem jest to
położone tak trochę na szybko, trochę niechlujnie, nie po niemiecku. To nie jest beton położony w stylu
Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Ja uważam, że ewidentnie
im się spieszyło z tym, żeby stworzyć ten schron
przeciwlotniczy. Zresztą trzeba też zwrócić uwagę na to,
że w pewnym momencie strop, ten betonowy sufit, on też się ucina. To nie zostało skończone. Tutaj nie znajdowano betonu, więc on
nie był niszczony po wojnie. Zastanawiająca jeszcze w tym tunelu
jest jedna rzecz, na którą lata temu zwróciłem uwagę z przewodnikami,
z kolegami eksploratorami. Tam na dole po prawej stronie, Mateusz, zobaczysz wychodzącą z boku taką
bardzo dziwną rurę. Ja do tej pory nie wiem, do czego
ona mogła służyć. Niektórzy uważają, że ona jeszcze
może gdzieś prowadzić. O, dokładnie tutaj. Dokładnie tutaj. Nie wiem, czym ta rura może być. Dajcie znać w komentarzach. Być może ktoś z Was zna się na tym bardziej i wie, czym ta wystająca
rura może być, bo ona naprawdę nie daje mi spokoju. Zresztą podobnie jak zawał,
do którego idziemy. Tak naprawdę dopiero w latach
70. rozpoczęto szeroką inwentaryzację obiektów podziemnych
w Kamiennej Górze. Chodziło o to, żeby sprawdzić, czy Niemcy
faktycznie coś tutaj ukryli, ale także sprawdzano je pod
kątem ewentualnej adaptacji na potrzeby militarne
lub obrony cywilnej. W 1972 roku z inicjatywy ówczesnego
dyrektora Głównej Komisji Badania Zbrodni
Hitlerowskich w Polsce oraz w porozumieniu z pierwszym zastępcą
ministra górnictwa i energetyki zainicjowano badania trzech sztolni
w Kamiennej Górze. Do przeprowadzenia robót górniczych
zaangażowano Dyrekcję Dolnośląskiego Zjednoczenia
Przemysłu Węglowego. Jej zadaniem było sporządzenie inwentaryzacji oraz przeprowadzenie
prac strzałowych. W akcję zaangażowano również saperów
z Brzegu, którzy mieli zabezpieczać teren na wypadek natrafienia
na niemieckie miny. Zaangażowani w to byli także milicjanci,
którzy odpowiadali za ochronę operacji. Działania polegały m.in. na weryfikacji
faktycznego stanu wyrobisk i porównaniu go
z niemieckimi planami, co miało uaktualnić dokumentację
i pomóc w zlokalizowaniu zamaskowanych, nieznanych dotąd odnóg
czy zamurowanych korytarzy. Odstrzały nie doprowadziły jednak do spektakularnych
odkryć. Akcję zakończono. Po dwóch latach odbyła się kolejna eksploracja,
ale my nie znaleźliśmy informacji o jej szczegółowym przebiegu oraz efektach. Podziemia Kamiennej Góry tak
naprawdę nigdy nie zostały w pełni zbadane i do dziś
rozpalają wyobraźnię. Warto zadać sobie pytanie, skoro inwentaryzacja
nie wykazała sztolni, dlaczego fragment korytarza w
podziemiach Arado został zasypany? Przez kogo? Co do dzisiaj
może znaleźć się w gruzie? I na te pytania postaramy
się odpowiedzieć. I tutaj zobaczcie, jeszcze po prawej stronie
jest właśnie kolejne pomieszczenie. I ono jest już wykonane bardzo solidnie. I to też trudno powiedzieć
czym mogło być. Musimy cofnąć się w czasie i wyobrazić sobie,
jakbyśmy byli tymi pracownikami Arado i na przykład byłoby pomardowane
miasto i musimy zejść. Być może tutaj, nie wiem,
miały się znajdować jakieś maski, aparaty tlenowe
w takim pomieszczeniu. Schodzimy sobie bezpośrednio z zakładów
Grunfelda, wchodzimy do dużej hali. I ja sobie tą dużą halę, gdzie jest samolot,
w ogóle nazywam halą magazynową. To może daleko idąca teoria, ale ja uważam,
że jeśli w tych biurach projektowych Arado było coś produkowane poza tym,
o czym się głośno mówi, tak? Że jeśli produkowano by coś
innego nawet w tym zakładzie, a tam przecież były
hale produkcyjne, to moim zdaniem mogłoby to być magazynowane
w podziemiach na czas jakiegoś kryzysu. Albo prewencyjnie. I ktoś może tutaj oczywiście powiedzieć,
Maciek, bzdury, gadasz pan, bo 8 stopni Celsjusza, 98% wilgotności to nie są w ogóle
warunki, żeby cokolwiek magazynować. No tak, ale to są warunki, które
panują tutaj dzisiaj. Musimy pamiętać, że nie jesteśmy
w obiekcie skończonym. Gdybyśmy byli w skończonym schronie przeciwlotniczym, z dużym prawdopodobieństwem
warunki byłyby lepsze. Byłaby doprowadzona elektryka, systemy wentylacyjne, napowietrzenie, odwodnienie
profesjonalne. No tak, jak jest powinny... Byliśmy w istniejących, działających schronach
już z późniejszych epok, ale również podziemnych i faktycznie
jest ciepło, jest sucho, no pod warunkiem, że to
jest użytkowane, tak? Bo jeśli byliśmy też w takim
schronie, rzekomo przeciwatomowym, schron Marysieńka
w Rzeszowie, pod domkiem jednorodzinnym, wyobraź sobie,
jest cały obiekt przeznaczony dla naczelników, dla dowodzących w razie konfliktu
z Układem Warszawskim, tak? Mhm. I jak już tam schodziliśmy, niestety przez
to, że przez kilkadziesiąt lat był, no nieużytkowany obiekt, no to momentalnie
wilgoć tam się pojawiła, ale wcześniej ewidentnie było to miejsce ciepłe,
suche, gotowe do mieszkania, gotowe do przebywania
w razie jakiegoś konfliktu. Tu jest też ciekawe miejsce, zanim jeszcze
pójdziemy do głównego bohatera, czyli wielkiej, zardzewiałej rury, przez
którą wpuścimy endoskop. Tutaj musi świecić do góry, do góry, do góry.
Zobaczymy taką wystającą rurkę tutaj. Aha, okej. I teraz też, z jakiego powodu ona została
tutaj wbita? No oczywiście pojawiły się też takie teorie, że jeśli wpuścilibyśmy
tutaj kamerę endoskopową, to być może zobaczymy drugi poziom, tak
zwany szyb techniczny. Jak przejdziemy na halę magazynową, to zobaczymy,
że ta hala jest bardzo duża i ona jest, no generalnie do stropu mamy wysoko
i najprawdopodobniej na tym drugim poziomie miał właśnie być
szyb techniczny. No tutaj czegoś takiego oczywiście nie widać,
natomiast to też jest zagadkowe, dlaczego, po co, z jakiego powodu
zostało tutaj wbite. Niektórzy starsi mieszkańcy Kamiennej
Góry opowiadają o długim podziemnym korytarzu, który miał prowadzić z dzisiejszej
ulicy Słowackiego do ulicy Lubawskiej, gdzie znajdują
się podziemia Rado. To w tej pierwszej lokalizacji Ludwik Zabiegło prawdopodobnie wrzucił
granat do podziemi. Po wojnie połączenie to miało służyć jako
skrót przecinający górę parkową i gdyby te doniesienia okazały się prawdą,
to mielibyśmy do czynienia z tunelem o długłości
nawet kilkuset metrów. Na razie pozostaje to jednak
jedynie miejską legendą, którą wspólnie z wami
chcemy zweryfikować. Szczególnie interesująca wydaje się relacja
człowieka, który twierdził, że pokonywał podobną trasę podziemną
motocyklem. I gdyby to była prawda, oznaczałoby to,
że tunel został zasypany po wojnie. Jednak oficjalne, współczesne inwentaryzacje
wykonane na potrzeby utworzenia tu atrakcji turystycznej nie wykazują
istnienia takiego połączenia. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić
i założyć, że korytarz zniszczono po wojnie, gdyż mogło do tego dojść
jeszcze w czasie konfliktu z powodu pogarszającej
się sytuacji na froncie. Niemcy najpewniej nie zdołali
ukończyć tego schronu. Pozostaje jednak wyjaśnić, dla
kogo był przeznaczony, dlaczego miał łączyć się z XIX-wieczną
fabryką tkacką. Więźniowie pracowali praktycznie przy każdym aspekcie produkcji tych
łożysk kulkowych. Na początku pracowali na dwóch oddziałach,
pierwszym i drugim, gdzie toczono te łożyska oraz przygotowano je
do wysyłki dalej. A od najprawdopodobniej
września 1944 roku pracowali oni także na tzw. werku
numer 3, który działał. Więźniowie to nazywają kuźnią, ale ona bardziej
służyła jako swoistego rodzaju huta także przy wytopie tych łożysk, które później
szły do tych werków pierwszych, gdzie te wszystkie obróbki, przygotowania
miały dalsze miejsce. Natrafiłem kiedyś na takie informacje,
że w czasie II wojny światowej kamiennogórskie zakłady Arado zatrudniały
2500 pracowników. I ta liczba jest bardzo zaskakująca,
ponieważ jak do tej pory mieliśmy tylko właśnie
takie informacje, że w czasie II wojny światowej
w Kamiennej Górze zlokalizowane były tylko i wyłącznie
biura projektowe. Natomiast brak